stany zmysłowe
Data dodania: 29 lipca 2010, 15:50:17
ISBN: 83-86744-34-0
Krótki opis:
zbiór wierszy. Wstęp: Piotr Binkowski, ilustracje: Aleksandra Zielińska.
Fragment:
<the above file name is invalid>
moje pokolenie 1200 brutto niebieskookie
od cichej rozpaczy miekkie od gorzkiej czekolady
i wartkich decyzji które podejmuje co wieczór
dzwoniąc na audiotele
nie ogryza paznokci ze strachu - nosi tipsy z kleksem
albo inną ozdobą umysłu
w futurystycznych szpitalach i innych symulacjach rzeczywistosci
rodzi puszyste furby
które ominie biegunka koklusz głód i nieuczciwy pośrednik
ruchomości trwalszych niż wyzwolenie od pojęć
filozofii wschodu
po rodzinnym porodzie szybko wraca do zdrowia ćwicząc
gamy i pasaże handlowe
także w niedzielę w słonecznej tubie ergoline
gdzie oświeca je mądrość pascala prady einsteina h&m i buddy
z relaksacyjnym dziennikiem w tle
analityk rozkłada moje pokolenie na kozetce recenzenci chwalą analityka
ma dobra passę w prasie kobiecej i stałą rubrykę
która natychmiast wchodzi na liste bestsellerów czasami
moje pokolenie ma troche mniej szczęścia ale to przez
bin ladena chrystusa żydów zmurszałe kategorie czasu finansów i przestrzeni
oraz dziewięciu planet z których zostało tylkko osiem
wtedy traci na giełdzie
miedzy chudym a tłustym w dobrze zbrojonym panstwie
z sojusznikami nadaje komunikat sygnałem świetlnym w kosmos
o absolutnym braku przeciwskazań
do nicosci większej niż swoje życie
wiersz z chrypką
oderwany obraz: dziewczynka skacze dookoła psa
pies trzyma fason, kobieta trzyma parasol i torbę zara
tramwaj zgrzyta pod górę. poeta w pośpiechu połyka hotdoga
w kontrze zakreślona średniówka. pod wargą tańczy kuśmirek
złożony z patyczków na wzór, jaki pokazała... bez reszty proszę
w kiosku ruchu. akompaniuje mi chrzest dojrzałych porsze
na skrzzyżowaniu nóg w gustownej przedwojennej bacie
(fale marcowych upałów prowadzą mnie tam gdzie
głosy przyjaciół cumują w znajomym burdelu).
przychodzą
inne i takie same
z każdą jest inaczej i tak samo
z każdą nie ma miłości inaczej
z każdą nie ma miłości tak samo
[Samuel Becket]
/mężczyźni/
w stosunku to widać najbardziej -
długość ramion trójkata o rozmaru podstawy jest niebywała
jednak bez wyczucia chwili łatwo dochrapac sie guza
albo czegos w tym rejonie. na starość pewnie przywyknę do niemrawego obrzędu
śniadania bez kolejnego ciebie i kliszy jak z amerykańskiego kina
- wtedy najbardziej boli poetyka puchnącego zdjęcia
dzieci w portfelu. słodka nerwica
wyprasza mnie czasem na środek sali. prawdziwe
są tylko zmyślone historie. trzymając sie tego szuram z miejsca
żeby pospiesznie dukać jak bardzo nie jest, chociaż wyglada, że jest
jak wiersz na autorskim przez półprzywarte powieki. nieźle to znoszę
jestem prorodzinna, a wręcz twierdzę śmiało - związki nieznane
dotąd mi znane
są obojetne i zazwyczaj kończą się smiercią albo ciężką chorobą
zdumionych powódek. Biedne małe do kwadratu! wzruszam ramionami
dokładnie wtedy twoje ramiona zaczynają wzruszac mnie
troche jakby mniej. i wiesz jak to jest spoko loko luz i spontan wszystko
mi pewnie wytłumaczysz przy następnym merlot albo czystej
poetyce z przypadku. mimo to wybacz trzymam się
w życiu -
słowa dobrały mi się lepiej niż mężczyźni